Drugi weekend października – czyli jesteśmy na Próchnie i Rdzy
Tradycyjnie w czwartkowe popołudnie spotkaliśmy się na Helu – przypłynęli starzy przyjaciele na swoich stalowych i drewnianych kadłubach, są też nowe twarze i nowe jachty. Najbardziej spektakularny nowy członek zlotowej flotylli – Kapitan Borchardt – postanowił na zlocie obchodzić piętnastą rocznice podniesienia polskiej bandery i zaprosił wszystkich uczestników na wspólne świętowanie.

A potem oczywiście tłum w zlotowych koszulkach – w tym roku fioletowych ruszył do Kuttra na żeglarską biesiadę.
Niestety fioletowo zrobiło się też w pogodzie – czyli serwisy meteo zapowiedziały solidny sztorm. Pierwsze uderzenie wiatru przyszło nocą, pękły pierwsze cumy, a pierwsze odbijacze straciły swoje pełne kształty. Piątkowy ranek przywitał wszystkich wiatrem rzędu 8B i paskudnym przybojem w główkach portu. A że wiele jachtów uczestniczący w Zlocie to delikatne jednostki drewniane czy zbudowane w czasach, gdy silnik na jachcie nie musiał być przesadnie mocny – rozsądną decyzją było przeczekanie niesprzyjającej pogody w porcie.
A i tutaj nie jest łatwo. Co krok pływające pomosty przecinają dodatkowe cumy, a załogi pełnią regularne wachty na kei, pilnując cum swoich i sąsiadów. Co chwila ktoś biegnie dokładać kolejną linę, a zlotowa pogłoska mówi, że tradycyjny konkurs przeciągania liny jest zagrożony bo… lina którą załogi zawsze przeciągały – pękła już dwa razy..!
Nic to, nie po raz pierwszy październikowy Bałtyk pokazał, że trzeba brać go na poważnie. Każdy wiatr kiedyś mija, a prognozy mówią, że do wieczora wszystko ucichnie. Zatem w sobotę – do zobaczenia w Gdyni!













